czwartek, 23 lutego 2012
czwartek, 26 stycznia 2012 11:52   
OD DZIŚ WSZYSCY JESTEŚMY ŻOŁNIERZAMI

„Jarema 1944” to historia filmem pisana. Nadkomplet widzów podczas premiery to chyba najlepsza recenzja dla tego pierwszego w regionie filmu historyczno dokumentalnego.

W środę dwudziestego piątego stycznia odbyła się premiera filmu dokumentalno historycznego „Jarema 1944”. Opowiada on o losach naszego lokalnego bohatera Adasia Guzala – harcerza, żołnierza Armii Krajowej a przede wszystkim patrioty.

- Adaś Guzal to postać wyjątkowa. O ile dyrektor Prot podłożył podwaliny pod pionkowski przemysł to Adaś położył duchowe fundamenty dla przyszłych pokoleń – mówił podczas premiery profesor Marek Wierzbicki, który w filmie wciela się w postać Stanisława Dunin Markiewicza.

„Jarema 1944” to epopeja filmowa o lokalnym, bohaterze czasów wojny Adasiu Guzalu. Pierwszy klaps padł w lutym 2010 roku na terenie posesji Henryka Lepy w Anielinie. Później ekipa filmowa przeniosła się na tereny dawnego „Pronitu” oraz okolicznych miejscowości. Później powstawały między innymi ujęcia przedstawiające wyjście kompanii wartowniczej z Państwowej Wytwórni Prochu, które miało miejsce w dniu ósmego września 1939 roku oraz wkroczenie żołnierzy niemieckich na teren wytwórni.

- Największym osiągnięciem przedwojennej Polski było patriotyczne wychowanie młodzieży. To w harcerskim mundurze kształtowała się patriotyczna świadomość Adasia Guzala – mówił dalej Marek Wierzbicki. Podkreślił jednocześnie, że kultywowanie pamięci o Adasiu stało się podstawą wychowania kilku pokoleń mieszkańców Pionek. Film by jednak nie powstał gdyby nie Jarosław Szczypiór. On napisał scenariusz i był reżyserem.

- Podczas jednej z rekonstrukcji wpadliśmy na pomysł, aby zrealizować taki film. Zapytałem kilka osób czy pomogą. Odpowiedź zawsze była taka sama – damy radę – mówił Jarosław Szczypiór – człowiek, dzięki któremu mogła powstać ta pierwsza lokalna epopeja historyczna.

Jarosław Szczypiór - pomysłodawca, scenarzysta i reżyser filmu "Jarema 1944"

Polski film historyczny – zawsze, gdy słyszę takie hasło to czuję się jakoś dziwnie. I to nie z nadmiaru patriotycznych emocji, ale ze zwykłej obawy. Słysząc o kolejnym obrazie z tej szufladki, zawsze boję się o to, iż kawałek pięknej historii znowu zostanie pokazany w niepiękny sposób. Boję się, że znowu zobaczę plastikowe rekwizyty, wygenerowane komputerowo – niemalże do perfekcji plenery i efekty pirotechniczne. W polskim współczesnym filmie opowiadającym, co czasach minionych jest aż nadto tandetnych inscenizacji, groteskowych i napuszonych jak paw scen pseudo patriotycznych. Cierpiętnictwo aż bije po oczach. Nic, więc dziwnego, że przychodząc na premierę miałem obawy – w moim subiektywnym odczuciu całkiem uzasadnione. Co prawda byłem kilkakrotnie na planie, podpatrywałem jak powstają poszczególne ujęcia (kilka razy przerywano zdjęcia, bo wchodziłem tam gdzie mnie być nie powinno – na szczęście reżyser Jarosław Szczypiór i aktorzy mieli do mnie wyjątkową cierpliwość), ale końcowy efekt z podłożoną muzyką (Marcin Alot kolejny raz udowodnił, że zna swoje rzemiosło) i dialogami zawsze przecież jest niepewny. I należy pamiętać, że jest to film amatorski. Na planie nie uświadczysz przecież profesjonalnych aktorów. Kilkadziesiąt osób, które przewinęło się przez plan to naturszczycy. Ale przechodzę do sedna. Oglądając film widziałem obraz bez odrzucającego manieryzmu i mesjanistycznego patetyzmu. Aktorzy grali tak jak potrafili – naturalnie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Plenery naturalne – zarówno w okolicznych wioskach można jeszcze spotkać chaty i wyposażenie z czasów wojny jak i były „Pronit”, gdzie powstawały zdjęcia skrywa jeszcze wiele obiektów z czasów Państwowej Wytwórni Prochu. Może trochę raziły mnie świetlówki, które co prawda zostały wymyślone już w 1935 roku a publicznie zaprezentowane, w 1939 ale trudno się spodziewać, aby znajdowały się na wyposażeniu elektrycznym PWP. Ale też trudno się spodziewać, aby realizatorzy i scenografowie tworzyli od podstaw plan zdjęciowy, gdy cały film powstał bez żadnego zaangażowania finansowego, a wszyscy pracowali za słowo „dziękuję”.

Na długo przed premierą sala była wypełniona po brzegi

Ponadto w filmie „Jarema 1944” bohaterowie są na tyle prawdziwi, iż nie miałem problemu z zaakceptowaniem wiarygodności całej narracji. Cieszę się, iż w końcu powstał dobry lokalny film historyczny, do tego opowiadający o dość już odległych i bolesnych wydarzeniach, ale będących w ciągłej pamięci pionkowian bez przesadnego patosu. Zresztą najlepszą recenzją dla tej epopei niech będzie fakt, że sala Miejskiego Ośrodka Kultury podczas premiery zgromadziła nadkomplet widzów. Organizatorzy musieli dostawiać kilka kolejnych rzędów krzeseł a i tak dla wielu osób zabrakło miejsc siedzących. Świadczy to o tym, że w naszym mieście istnieje duże zapotrzebowanie na lokalny film i chociaż amatorski w swej realizacji to jak najbardziej profesjonalny w odbiorze i przekazywanej treści. Czapki z głów i dziękuję.

Film na płycie DVD wydany został dzięki Urzędowi Miasta Pionki oraz sponsorom: Fabryka Domów Bogucin oraz „Bato” z Pionek. Scenarzystą i reżyserem filmu jest Jarosław Szczypiór. Realizowany był przez Polskie Towarzystwo Historyczne Oddział w Pionkach oraz Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej.

ROMAN FIDO

 

Cytat tygodnia:

"Bądź odważny, gdy rozum zawodzi, bądź odważny. W ostatecznym rachunku jedynie to się liczy. "

 

Zbigniew Herbert