sobota, 24 sierpnia 2019
wtorek, 23 lutego 2010 21:49   
NIE ZAWSZE W CHWALE, NIE ZAWSZE W AWANGARDZIE

Tylko u nas! Przedstawiamy to o czym milczą inni!

Państwowa Wytwórnia Prochu i Materiałów Kruszących a po zmianie nazwy Państwowa Wytwórnia Prochu to bez wątpienia powód do dumy i chwały dla naszego miasta. Fabryce tej poświęcono wiele artykułów a także i książek. Wytwórnia przedstawiana jest w nich w samych superlatywach. Niestety. Zakład nękały liczne problemy wynikające często z braku nowych technologii,  braku inżynierskiej wiedzy bądź też odkładania wielu „spraw na później” a także zwykłego niedbalstwa.

Zagożdżon a później Pionki nierozerwalnie były związane z Państwową Wytwórnią Prochu. Dzięki fabryce, która powstała w sercu Puszczy Kozienickiej niewielka osada przerodziła się w dużą aglomerację miejską – o tym wiedzą wszyscy. Państwowa Wytwórnia Prochu to prawdziwa legenda – to także nie jest tajemnicą. Zasługi pionkowskiej wytwórni dla krajowego przemysłu również są powszechnie znane. Nie wszyscy jednak wiedzą a jeżeli już posiadają stosowne informacje to je skrzętnie skrywają, a które Państwową Wytwórnię Prochu przedstawiają w mniej korzystnym świetle. I tak może nie wszyscy wiedzą ale przed II Wojną Światową niemiecka Abwehra dokładnie spenetrowała pionkowską PWP. W książce Stanisława Lewickiego pt. „Szpiedzy Kajzera i Hitlera” czytamy między innymi : „W latach 1936-1938 agenci niemieccy zdołali zdobyć plany techniczne i produkcyjne "Towarzystwa Starachowickich Zakładów Górniczych", Warsztatów Amunicyjnych w Rembertowie, Zakładów "Pocisk - Spółka Akcyjna" w Warszawie (amunicja artyleryjska), Zakładów "Norblin, Buch, Werner" w Warszawie (amunicja małokalibrowa), Centralnych Zakładów Pirotechnicznych w Rembertowie, Fabryki Amunicji w Skarżysko-Kamiennej, Państwowej Fabryki Karabinów w Warszawie, Fabryki Obrabiarek w Pruszkowie (działka przeciwpancerne), Państwowej Fabryki Broni Ręcznej w Radomiu, Wytwórni Prochu i Materiałów Kruszących w Pionkach”. Na pocieszenie zasługuje jedynie fakt, że nie tylko pionkowska wytwórnia została dokładnie spenetrowana przez obcy wywiad. Przez cały okres istnienia Państwowej Wytwórni Prochu jej sztandarowym wyrobem były prochy i materiały wybuchowe. Tu też jednak jak wskazują archiwalne materiały nie zawsze było wzorcowo. 

  Na początku 1935 roku na uzbrojenie polskiej armii wprowadzano moździerze kalibru 220 mm wyprodukowane przez czeską Skodę. W 1935 roku PWP w Pionkach zlecono wyprodukowanie prochu do ładunków miotających. Wytwórnia zamówienie przyjęła. Niestety nie spieszyła się z jego realizacją. Dopiero późną wiosną 1939 roku a więc niemalże cztery lata później dyrekcja wytworni poinformowała, że proch o odpowiednich parametrach został wyprodukowany. Dlaczego prace badawcze i produkcyjne trwały tyle lat? W oficjalnym komunikacie władze PWP podały, że nikt nie wymagał, aby zadanie to zostało potraktowane priorytetowo. Z konieczności więc przez te wszystkie lata proch kupowano w fabryce "Explosia" w Semtinie. Trochę lepiej poradzili sobie pionkowscy inżynierowie gdy przyszło im opracować proch dla amunicji 7,62 dla Naganta. Nic w tym jednak dziwnego gdyż amunicja ta znana była już od 1895 roku. Aby jednak nie do końca zdyskredytować pionkowską chlubę zbrojeniową należy zaznaczyć, że PWP bardzo dobrze  poradziła sobie z opracowaniem i produkcją prochów do nowoczesnej amunicji firmy Solothurn. Amunicja ta miała być zastosowana w opracowywanym i będącym przed II Wojną Światową w fazie testów najcięższym karabinem maszynowym kalibru 20 mm. Niestety prace nad dalszym rozwojem tej broni przerwał wybuch wojny. Kolejne problemy z produkcją prochu związane były z krajową armatą 155 mm. Opracowana przez polskich inżynierów częściowo wyprodukowana została w Starachowickich Zakładach Górniczych przy udziale różnych firm krajowych. Samą lufę zaś wyprodukowali Szwedzi z Boforsa. Oczywiście proch miał być wytworem PWP. Na początku 1939 roku przeprowadzono próby poligonowe armaty. Badania balistyczne wykazały, że cechuje się ona dość dobrą celnością ale stosunkową małą szybkostrzelnością. Eksperci stwierdzili, że należy zmienić właściwości wytworzonego przez wytwórnię prochu. Niestety PWP w dość krótkim czasie nie była w stanie tego dokonać. W maju 1939 roku zdecydowano się więc na zakup odpowiednich prochów we Francji. Inną kwestią było już to, że wojna praktycznie wisiała w powietrzu a prace nad armatą nie wyszły po za zakres prób poligonowych. Znacznie lepsze efekty przyniosła za to produkcja prochu do amunicji karabinu przeciwpancernego wz. 35. Ta supernowoczesna jak na owe czasy broń testowana była między innymi na poligonie w Brześciu nad Bugiem oraz w Pionkach. Niestety PWP kolejny raz nie spełniła pokładanych w niej nadziei gdy przyszło do opracowania prochu do najcięższego moździerza jaki planowano wprowadzić na uzbrojenie polskiej armii o kalibrze 310 mm. Moździerz w dużej części produkowany był w Szwecji przez Boforsa. Gdy zbliżał się termin prób poligonowych wynikła potrzeba dostarczenia do Szwecji prochu do ładunków miotających, który był specjalnie wykonywany w Państwowej Wytwórni Prochu w Pionkach. Nastąpiła jednak zwłoka w jego przywiezieniu spowodowana czynnikami natury technologicznej.


ROMAN FIDO

 

Cytat tygodnia:

"Dla pokoju trzeba ryzykować tak samo, jak w trakcie wojny...Jeśli boisz się postawić sprawę na ostrzu noża, już przegrałeś ."

 


John Dulles Foster